Jeśli spędzasz wakacje na Teneryfie i zaczynasz rozglądać się za czymś więcej niż plaża i sangria, to mam coś ekstra – wyspa La Gomera. Zielona, dzika i totalnie inna niż jej większa siostra. Ale czy warto płynąć tam tylko na jeden dzień? Sprawdziłam – i już mówię!
Jak się tam dostać?
Najprościej – promem z Los Cristianos (na południu Teneryfy). Rejs trwa od 50 minut (Fred Olsen) do około 1,5 godziny (Naviera Armas), w zależności od linii. Ceny biletu w dwie strony zaczynają się od 30–40 €, a jeśli chcesz zabrać auto – przygotuj się na ok. 70–90 €. Jeśli nie masz samochodu, wiele firm organizuje całodniowe wycieczki z przewodnikiem, transferami i lunchem w pakiecie.
Co zobaczyć w jeden dzień?
Zdecydowanie najważniejszym punktem wyspy jest Park Narodowy Garajonay – zielone płuca wyspy i raj dla miłośników przyrody. Gęste lasy laurowe, mgła między drzewami i ścieżki, które wyglądają jak z „Władcy Pierścieni”. Do tego punkty widokowe (Miradores!) – np. Alto de Garajonay czy Roque de Agando. W programie często bywa też stolica – San Sebastián, małe, klimatyczne miasteczko z portem, muzeum Kolumba i kilkoma knajpkami. W ciągu tego jednego dnia zakochasz się i będziesz chciał wrócić na dłużej. Jeśli masz auto, zrobisz małą pętlę po wyspie i zajrzysz w kilka magicznych miejsc. Moim zdaniem na pierwszy raz lepsza będzie wycieczka zorganizowana. W 8 godzin nie zobaczysz wszystkiego, ale poczujesz klimat – a to najważniejsze żeby planować powrót.
Co warto wiedzieć?
Na wyspie bywa chłodniej i bardziej wilgotno niż na Teneryfie, więc warto zabrać coś z długim rękawem. Drogi są kręte jak spaghetti – jeśli masz chorobę lokomocyjną, weź coś na zapas. Promy kursują często, ale latem bilety lepiej rezerwować z wyprzedzeniem.
La Gomera to jak podróż w czasie – mało turystów, dużo natury i zero pośpiechu. Jeśli masz jeden dzień wolny i chcesz zobaczyć coś zupełnie innego niż kurorty, nie zastanawiaj się.



Skomentuj